Dobra osobiste lekarza w praktyce sądowej.

Lekarz - zdrowie a błąd medyczny

Dobra osobiste każdego człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, nazwisko, wizerunek, nietykalność cielesna, twórczość naukowa i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego. Czy w związku z wykonywaniem zawodu lekarza jego dobra osobiste mogą być naruszone? Jaka ochrona przysługuje w takich sytuacjach?

Zdarza się, że pacjent lub jego rodzina nie są zadowoleni z efektów leczenia, czy też sposobu ich potraktowania przez lekarza. Domagają się wyjaśnień, krytykują, stawiają zarzuty. W zawód lekarza wpisane jest mierzenie się z takimi sytuacjami. Kodeks Etyki Lekarskiej mówi o tym, że lekarz powinien życzliwie i kulturalnie traktować pacjentów, a relacje między pacjentem, a lekarzem powinny opierać się na ich wzajemnym (art. 12 KEL). Co więcej, lekarz powinien odnosić się ze zrozumieniem do osób bliskich choremu wyrażających wobec lekarza obawy o zdrowie i życie chorego (art. 19 KEL). Prawo musi jednak postawić barierę dla zachowań nieuzasadnionych i krzywdzących dla lekarza. W szczególności wtedy, gdy krytyka sprowadza się do obrażania. Cześć i dobre imię podlegają ochronie, a zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego naruszenie czci może nastąpić zarówno przez pomówienie o ujemne postępowanie w życiu osobistym i rodzinnym, jak i przez zarzucenie niewłaściwego postępowania w życiu zawodowym, naruszające dobre imię danej osoby i mogące narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu lub innej działalności.

Lekarz wykonuje zawód zaufania publicznego. Sąd Najwyższy wielokrotnie wypowiadał się, że osoby wykonujące takie zawody muszą godzić się na poddanie swojej aktywności krytyce, a poszanowanie dla wolności słowa oznacza w tym przypadku udzielenie prawa do wyrażania publicznej oceny lekarza, pielęgniarki, prawnika, czy architekta.  Ocena taka może mieć charakter subiektywny. Nie może jednak zawierać fałszywych informacji, ani też określeń o obelżywym charakterze.

Można zatem powiedzieć, że lekarz powinien mieć grubą skórę i musi być gotowy na to, że z ust pacjenta usłyszy nie tylko podziękowania i komplementy. Problem w tym, że współczesne media, a w szczególności Internet, pozwalają na rozpowszechnianie ocen i opinii na niespotykaną wcześniej skalę. Dużą popularnością cieszą się portale internetowe, służące rozpowszechnianiu opinii o fachowcach z różnych branż. O ile sama idea platformy służącej wymianie opinii  jest wartościowa, tak w praktyce działanie tego rodzaju serwisów polega na tym, że każdy, w zasadzie bez konieczności weryfikacji danych osobowych, może napisać o lekarzu dowolny komentarz. W ten sposób nawet jedna osoba jest w stanie narazić na szwank reputację cenionego specjalisty.

W ubiegłym roku przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku (wyrok z 18 marca 2015 r., I ACa 901/14) zakończyła się sprawa lekarza weterynarii, która wytoczyła powództwo o ochronę dóbr osobistych przeciwko portalowi internetowemu oraz osobom zamieszczające na nim wpisy. Lekarka domagała się przeprosin, zadośćuczynienia oraz usunięcia wpisu o treści „postawa i wiedza tego “chirurga” to postawa rzeźnika, a nie lekarza”. Sądy pierwszej i drugiej instancji oddaliły powództwo. W uzasadnieniu stwierdzono m.in., że powódka podejmując działalność publiczną – wykonywanie zawodu lekarza weterynarii – poddała się ocenie publicznej, która może mieć charakter bardziej emocjonalny, wkracza bowiem w sferę praw innych osób. Sądy wzięły pod uwagę, że wpisy były dokonywane w okolicznościach dotyczących leczenia i śmierci zwierzęcia, a język internautów jest  dosadny, skrótowy oraz często odbiega od standardów komunikacji, jakie obowiązują w społeczeństwie. Użyte wobec lekarza słowo „rzeźnik” nie przekroczyło wobec tego granic dozwolonej krytyki i nie skutkowało naruszeniem dóbr osobistych powoda. Wyrokiem oddalającym w pierwszej instancji, z podobnych względów, zakończyła się również sprawa lekarki, która pozwała portal znanylekarz.pl za wpis dotyczący jej osoby o treści „Unikać, unikać, jak najdalej”.

Powyżej opisane rozstrzygnięcia pokazują, że walka z krytyką w Internecie jest trudna, a sądy skłaniają się raczej ku ochronie wolności słowa, aniżeli obronie dobrego imienia i czci. Nie oznacza to jednak, że na krzywdzące, a tym bardziej obraźliwe, oceny nie można skutecznie reagować. Serwisy internetowe  służące wymianie opinii prowadzą przede wszystkim działalność komercyjną. Społeczna rola umożliwienia krytyki zawodów zaufania publicznego jest wykonywana niejako przy okazji. Obowiązujące przepisy nakładają szereg obowiązków na administratorów serwisów internetowych, którzy zobowiązani są do niezwłocznego zablokowania tych wpisów na forach i portalach, odnośnie których otrzymają wiarygodną wiadomość o bezprawnych charakterze. Brak odpowiedniej reakcji może wiązać się odpowiedzialnością cywilną.

Żądanie ochrony dóbr osobistych może być skierowane przeciwko temu, kto dopuścił się bezprawnego naruszenia lub narażenia. O ile nie ma wątpliwości, że naruszeniem dóbr osobistych jest chociażby naruszenie nietykalności cielesnej, czy wizerunku, tak w przypadku czci i dobrego imienia granicą bezprawności jest prawo dozwolonej krytyki osoby wykonującej zawód zaufania publicznego. Masowy charakter publikacji w Internecie, a także specyfika wymiany informacji, sprawia, że wolność słowa jest tam szersza, aniżeli w prasie, czy telewizji. Coraz trudniej reagować na wszechobecny „hejt”. Są jednak sytuacje, kiedy jest to konieczne, a jasna granica pomiędzy tym, co dozwolone, a co zabronione, dopiero się wykształca. Należy jednak podkreślić, że nawet subiektywna i emocjonalna ocena z całą pewnością nie może być kłamliwa lub obelżywa.

adw. Filip Niemczyk

artykuł ukazał się w miesięczniku “Puls” nr 4, 2016